Mo Dao Zu Shi 42

Miecz Lana WangJi przeciął pierś Xue Yanga na skos. Nie tylko utoczył mu krwi, ale końcem ostrza wyjął sakiewkę więżącą ducha, którą jego przeciwnik miał schowaną za pazuchą. Jednak Wei WuXian nie widział, co się stało.

Xue Yang! Co chcesz, żeby ci oddał? Shuanghuę? To nie jest twój miecz, więc dlaczego chcesz, żeby ci go oddał? Wstydu nie masz?

Seniorze Wei, naprawdę nie okazujesz łaski, prawda? – zaśmiał się Xue Yang.

Śmiej się. No dalej. Nawet jeśli umrzesz, śmiejąc się, to nie będziesz w stanie złożyć duszy Xiao XingChena. Był tobą tak obrzydzony, a ty i tak chcesz go ożywić, by dalej bawić się w swoje głupie gierki.

Kto chce bawić się z nim w głupie gierki?! – krzyknął nagle Xue Yang.

To dlaczego ukląkłeś i błagałeś, bym pomógł ci scalić jego duszę?

Oczywiście ktoś tak cwany, jak Xue Yang, wiedział, że Wei WuXian celowo go zagadywał, by ze złości rozproszył swoją uwagę i specjalnie podniósł głos, aby Lan WangJi wiedział, gdzie atakować. Wbrew sobie i tak odpowiadał.

Dlaczego? Ha! Jak możesz nie wiedzieć? Chcę z niego zrobić okrutnego trupa, złego ducha, którego będę mógł kontrolować! Czy nie chciał być cnotliwą osobą? No to sprawię, że nigdy nie przestanie zabijać i nie zazna spokoju! – powiedział okrutnie.

Hmm? Aż tak go nienawidzisz? To dlaczego zabiłeś Chang Pinga?

Dlaczego zabiłem Chang Pinga? – zakpił Xue Yang. – Naprawdę musisz pytać, patriarcho YiLing?! Czy ci nie powiedziałem? Obiecałem, że wybiję cały klan YueyangChang, więc nie zostawię przy życiu nawet kundla!

Mówiąc, ogłaszał swoje położenie. Ciągle rozbrzmiewał dźwięk ciała rozcinanego mieczem, ale wytrzymałość Xue Yanga na ból była o wiele wyższa, niż normalnych ludzi. Wei WuXian podczas Empatii widział, jak śmiał się, nawet gdy wbito mu ostrze w brzuch.

Wymyśliłeś naprawdę świetny powód. Jednak lata coś się nie zgadzają. Ktoś taki jak ty, kto szuka zemsty za najdrobniejsze sprawy i bezlitośnie morduje, nie poczekałby tyle lat, by wybić jeden klan, prawda? Wiesz, dlaczego zabiłeś Chang Pinga?

No to mi powiedz. Bo co ja mogę wiedzieć? Co mogę wiedzieć?! – Ostatnie zdanie wykrzyknął.

Nie tylko go zabiłeś. Dlaczego użyłeś lingchi, tortur, które reprezentują karę? Jeśli mściłeś się za siebie, to dlaczego użyłeś Shuanghuy zamiast swojego Jiangzaia? Dlaczego wydłubałeś mu oczy, by był jak Xiao XingChen?

Bzdury! To wszystko bzdury! To z zemsty.dlaczego miałbym pozwolić mu umrzeć w komforcie?!

Naprawdę szukałeś zemsty, ale tak naprawdę w czyim imieniu to zrobiłeś? Śmiech na sali. Skoro szukałeś zemsty, to powinieneś na sobie odprawić lingchi!

Zaszumiało i dwa ostre dźwięki przecinanego powietrza skierowały się prosto w jego stronę. Wei WuXian nawet się nie wzdrygnął. Wen Ning skoczył przed niego i złapał dwa gwoździe, które świeciły się czarnym, okrutnym blaskiem. Xue Yang zaśmiał się przerażająco, jakby był skrzeczącą sową. Śmiech szybko zamarł, a on zamilkł. Przestał zwracać uwagę na Wei WuXiana i powrócił do walki z Lanem WangJi pośród mgły.

Ten mały delikwent jest tak żywotny! Tak jakby nie czuł bólu i nic mu nie było bez względu na odniesione rany. Gdyby tylko nie przestawał mówić, a Lan Zhan dźgnął go jeszcze kilka razy… Na pewno przestałby skakać, gdyby odcięto mu ramiona i nogi. No cóż, niestety nie łapie już przynęty! – pomyślał w duchu Wei WuXian.

Nagle spośród mgły dobiegła ich seria ostrych stuknięć. Myśląc szybko, Wei WuXian krzyknął:

Lan Zhan, atakuj tam, skąd dochodzą stuknięcia!

Lan WangJi natychmiast zaatakował. Xue Yang wydał z siebie stłumiony jęk. Chwilę później znowu rozległ się dźwięk bambusowej laski, tym razem parę metrów dalej! Lan WangJi bez ustanku kierował swoje ataki w stronę dźwięku.

Mały ślepcu, nie boisz się, że rozłupię cię na kawałki za to, że tak za mną łazisz? – zagroził Xue Yang.

Odkąd została przez niego zabita, A-Qing zawsze się przed nim ukrywała. Jednak z jakiegoś powodu Xue Yang naprawdę nie przejmował się jej duchem, jakby myślał, że jest zbyt słaba, by się nią przejmować. Teraz A-Qing nie odstępowała go na krok, jakby była jego cieniem. Stukając laską i ujawniając jego pozycję, wskazywała Lanowi WangJi stronę, w którą powinien atakować.

Ruchy Xue Yanga były niezwykle szybkie. Natychmiast pojawiał się gdzie indziej, ale za życia A-Qing była szybką biegaczką. Teraz kiedy jest duchem, przykleiła się do niego jak klątwa. Stukała laską tak szybko, jak tylko mogła. Ostre dźwięki brzmiały blisko i daleko, z lewej i z prawej, z przodu i z tyłu. Nie dało się ich uniknąć. Jak tylko rozbrzmiały, zaraz podążał za nimi rozbłysk Bichenu.

Początkowo Xue Yang poruszał się we mgle jak w wodzie. Mógł się ukrywać i atakować znienacka, jak tylko chciał. Jednak teraz musiał podzielić uwagę, by zająć się też A-Qing. Przeklinając, szybko rzucił za siebie talizman. Natychmiast po tym sekundowym rozproszeniu i mrożącym krew w żyłach krzyku A-Qing, Bichen przebił jego pierś.

Choć duch dziewczyny został zniszczony przez talizman Xue Yanga, a dźwięk oznajmiający jego pozycję przestał być słyszalny, to ten cios był poważny. Mężczyzna nie mógł być już dłużej tak nieprzewidywalny.

Spośród mgły dobiegł ich dźwięk kasłania krwią. Wei WuXian rzucił w tamtą stronę więżącą ducha sakiewkę, by uratować duszę A-Qing. Krocząc ciężko przez chwilę, Xue Yang nagle rzucił się w jego stronę z wyciągniętymi ramionami, krzycząc:

Oddaj to!

Niebieskie światło Bichenu przecięło powietrze. Lan WangJi jednym ciosem odciął mu ramię. Krew natychmiast chlusnęła. Znajdująca się przed Wei WuXianem mgła zabarwiła się czerwienią. Zapach krwi był tak wszechogarniający, że nawet jeden wdech przynosił ze sobą wilgotny, rdzawy odór. Jednak jego to nie obchodziło. W pełni skupił się na szukaniu i pochłanianiu fragmentów duszy dziewczyny. Z drugiej strony, choć Xue Yang nie wydał z siebie ani jednego dźwięku, to dało się słyszeć ciężki odgłos kolan uderzających o ziemię. Wyglądało na to, że w końcu padł z powodu utraty krwi i nie mógł zrobić ani kroku dalej.

Lan WangJi z powrotem przywołał Bichen. Następny atak odetnie Xue Yangowi głowę.

Jednak nagle niebieskie płomienie buchnęły w górę z okrytej mgłą ziemi.

To płomień z talizmanu transportującego!

Wei WuXian wiedział, że sytuacja była nieciekawa. Nie przejmując się ukrytymi we mgle niebezpieczeństwami, natychmiast ruszył do przodu i prawie się poślizgnął. Tam, gdzie zapach był najsilniejszy, ziemia została pokryta mokrą i wciąż świeżą krwią z ramienia Xue Yanga.

Ale jego nie było.

Grabieżca? – zapytał Wei WuXian, kiedy podszedł Lan WangJi.

Jeden z najważniejszych narządów Xue Yanga został zraniony Bichenem, a do tego stracił ramię. Oceniając po ilości utraconej krwi, z pewnością umrze. To niemożliwe, by wciąż miał wystarczająco sił i energii duchowej, by użyć talizmanu transportujący.

Zadałem grabieżcy trzy ciosy. Kiedy prawie go złapałem, zaatakowała grupa żywych trupów, pozwalając mu uciec. – Lan WangJi przytaknął lekko.

Był ranny, ale nadal zabrał zwłoki Xue Yanga, choć kosztowało go to wiele energii. Z pewnością wiedział, kim był Xue Yang i co mógł zrobić. Zabrał jego ciało… By sprawdzić, czy miał ze sobą pieczęć tygrysa stygijskiego – powiedział poważnie Wei WuXian.

Krążyły plotki, że kiedy Xue Yang został „wyeliminowany” przez Jina GuangYao, to pieczęć zaginęła. Ale oceniając po obecnej sytuacji, to bardzo możliwe, że nosił ją ze sobą. Dziesiątki tysięcy trupów, nawet okrutnych trupów, zebrało się w mieście Yi. Ciężko byłoby nad nimi zapanować, mając tylko trujący pył i kontrolujące gwoździe. Jedynie pieczęć tygrysa stygijskiego wyjaśniała, jak nimi dowolnie dowodził, każąc im go słuchać i dla niego atakować. Ktoś tak cwany i nieufny nie schowałby jej gdzieś poza zasięgiem swojego wzroku. Jedynie trzymanie jej ciągle przy sobie sprawiłoby, że poczułby się bezpiecznie. Kiedy grabieżca zabrał jego ciało, zabrał też pieczęć tygrysa stygijskiego. To wcale nie była trywialna sprawa.

Teraz, kiedy sytuacja zaszła tak daleko, możemy mieć tylko nadzieję, że stworzona przez niego pieczęć ma jakieś ograniczenia. – Głos Wei WuXiana był srogi.

Nagle Lan WangJi rzucił coś w jego stronę.

Co to takiego? – zapytał Wei WuXian, łapiąc przedmiot bez problemu.

Prawa ręka.

Rzucił mu nową sakiewkę qiankun. Przypominając sobie w końcu, po co w ogóle przyszli do miasta Yi, Wei WuXian się rozpogodził.

Prawa ręka naszego drogiego przyjaciela?

Mnn.

Pomimo przeszkód grabieżcy, grup żywych trupów i gęstej mgły, Lanowi WangJi wciąż udało się z powodzeniem znaleźć prawe ramię. Wei WuXian był bardziej niż zadowolony.

Nie spodziewałem się niczego innego po HanGuang-Junie! – pochwalił. – Teraz znowu jesteśmy o krok przed nimi. Szkoda, że to nie głowa. Chciałem zobaczyć, jak wygląda nasz przyjaciel. Cóż, chyba długo nie będę musiał czekać… Gdzie jest Song Lan?

Po zniknięciu zwłok Xue Yanga przyspieszyła cyrkulacja mgły. Wydawała się przerzedzić, a otoczenie stało się lepiej widoczne. Z tego powodu Wei WuXian nagle zauważył, że zniknął Song Lan. We Ning kucał obok miejsca, w którym wcześniej leżał, patrząc się na nich pustym wzrokiem.

Lan WangJi oparł dłoń na rękojeści miecza, chcąc go znowu wysunąć. Wei WuXian go powstrzymał.

To w porządku, nie musisz się obawiać. Song Lan, a raczej okrutny trup, którym się stał, prawdopodobnie nie ma już morderczych intencji. W przeciwnym wypadku Wen Ning by nas ostrzegł. Możliwe, że odzyskał świadomość i odszedł.

Zagwizdał cicho. Wen Ning wstał, a jego postać szybko zniknęła we mgle. Dźwięki ciągniętych łańcuchów stopniowo ucichły w oddali. Lan WangJi odwrócił się do Wei WuXiana, mówiąc:

Chodźmy.

Już mieli odejść, kiedy nagle Wei WuXian się zatrzymał.

Czekaj.

Zobaczył coś leżącego w kałuży krwi. To było odcięte lewe ramię. Cztery palce mocno się wokół czegoś zaciskały, a ostatniego brakowało. Wei WuXian przykucnął. Udało mu się otworzyć palce jeden po drugim, tylko kiedy użył całej swojej siły. Jak pięść została rozsunięta, zobaczył, że ściśnięty w niej został kawałek cukierka.

Był zabarwiony lekko na czarno. Zdecydowanie nie nadawał się już do jedzenia. Ściśnięto go tak mocno, że prawie się rozkruszył.

Wei WuXian i Lan WangJi razem wrócili do kostnicy. Drzwi wejściowe były otwarte. Tak jak się spodziewali, Song Lan stał obok trumny, w której leżał Xiao XingChen, spoglądając do środka ze spuszczoną głową.

Wszyscy uczniowie wyjęli miecze. Stali ściśnięci z boku, ostrożnie patrząc na okrutnego trupa, który wcześniej ich zaatakował. Gdy zobaczyli powracającą dwójkę mężczyzn, to zaczęli wyglądać, jakby ich życia zostały uratowane, ale za bardzo się bali wydać z siebie jakiś dźwięk, by nie zwrócić na siebie uwagi Song Lana.

Wei WuXian wszedł do pomieszczenia i przedstawił go Lanowi WangJi.

To Song Lan, daozhang Song ZiChen.

Stojąc obok trumny, Song Lan uniósł głowę i odwrócił się w ich stronę. Unosząc kraniec szaty, Lan WangJi przekroczył wysoki próg w elegancki sposób i kiwnął na powitanie.

Kiedy Song Lan odzyskał świadomość, jego źrenice także powróciły. Patrzyła się na nich para przejrzystych, czarnych oczu. Oczu, które wcześniej należały do Xiao XingChena i teraz były wypełnione nieopisanym smutkiem.

Nie było potrzeby zadawać pytań. Wei WuXian już wiedział. Song Lan widział i pamiętał wszystko, co stało się, kiedy był pod władzą Xue Yanga.

Nieważne, ile by pytali, ile rozmawiali, to tylko jeszcze bardziej podkreśliłoby jego ból i bezsilność.

Po chwili ciszy Wei WuXian wyjął dwie małe sakiewki więżące ducha i podał je Song Lanowi.

Daozhang Xiao XingChen i panienka A-Qing.

Choć A-Qing strasznie bała się Xue Yanga, to chwilę temu nie odstępowała swojego mordercy na krok, nie pozwalając mu uniknąć i uciec, aż w końcu został dźgnięty Bichenem w serce i dostał to, na co zasługiwał. Prawie zniknęła od jednego machnięcia talizmanem. Wei WuXianowi udało się przywrócić tylko kilka fragmentów, z całych sił ich szukając i składając. Jednak teraz jej dusza była tak samo rozproszona, jak Xiao XingChena.

Każda ze słabych dusz była zwinięta w kłębek w sakiewce. Wydawało się, że nawet najmniejszy wstrząs sprawi, że się rozpierzchną. Drżącymi dłońmi Song Lan wziął je i położył płasko na dłoni. Nie śmiał nawet nieść ich za sznurki, bojąc się, że za bardzo będą się bujały.

Daozhangu Song, co planujesz zrobić ze zwłokami daozhanga Xiao XingChena? – zapytał Wei WuXian.

Jedną dłonią ostrożnie obejmując sakiewki, drugą wyjął Fuxue i na ziemi napisał: spalić ciało, opiekować się duszą.

Teraz kiedy dusza Xiao XingChena była roztrzaskana, to zdecydowanie nie mogła wrócić do swojego ciała, więc spalenie go nie było takim złym pomysłem. Zostawała wtedy tylko niewinna dusza, która miała szansę na odrodzenie, jeśli będzie pod dobrą opieką.

Co planujesz zrobić później?

Przemierzać świat z Shuanghuą. Egzorcyzmować zło razem z XingChenem, napisał Song Lan. Po chwili dodał: Kiedy się obudzi, przeproszę go i powiem, że to nie była jego wina.

Właśnie tego nie udało mu się powiedzieć Xiao XingChenowi przed śmiercią.

Mgła w mieście Yi powoli się rozwiewała. Już prawie dało się dojrzeć ulice i skrzyżowania. Lan WangJi i Wei WuXian wyprowadzili grupę uczniów z porzuconej mieściny, tuż przy bramach rozstając się z Song Lanem.

Nadal nosił ciemne szaty kultywacyjne. Stojąc samotnie, niósł dwa miecze, Shuanghuę i Fuxue, zabrał ze sobą dwie dusze, Xiao XingChena i A-Qing, idąc inną ścieżką.

Nie tą, którą przyszli do miasta Yi.

Lan SiZhui patrzył się na jego ginącą w oddali postać.

Xiao XingChen, jasny księżyc, delikatny wiatr. Song ZiChen, odległy śnieg, gryzący mróz… Ciekawe, czy znowu kiedyś się spotkają.

Wei WuXian szedł ścieżką zarośniętą chwastami. Nagle zobaczył kawałek trawy i pomyślał: To tutaj wtedy Xiao XingChen i A-Qing znaleźli Xue Yanga.

A teraz powinieneś nam powiedzieć, co naprawdę zobaczyłeś w trakcie Empatii, prawda? Dlaczego tamto miałby być Xue Yang? Dlaczego udawał, że jest Xiao XingChenem? – zapytał Lan JingYi.

I czy to był Upiorny Generał? Gdzie się podział? Dlaczego już go nie ma? Został w mieście Yi? Dlaczego tak nagle się pojawił?

Wei WuXian udawał, że nie słyszał drugiego zestawu pytań.

Cóż, to bardzo skomplikowana historia…

Kiedy skończył ją po drodze opowiadać, wszyscy byli tacy smutni, że nikt nie pamiętał o Upiornym Generale.

Dlaczego coś takiego się dzieje?! – zapłakał jako pierwszy Lan JingYi.

Ten Xue Yang to taki podły śmieć! Śmierć to dla niego za mało! Gdyby Wróżka tu była, to kazałbym jej zagryźć go na śmierć! – wściekał się Jin Ling.

Wei WuXian był przerażony. Gdyby Wróżka tu była, to sam umarłby ze strachu i to przez Xue Yangiem!

Chłopak, który skomplementował A-Qing, przytupnął.

Panienko A-Qing, och, panienko A-Qing!

Lan JingYi beczał najgłośniej. Wyglądał okropnie, ale tym razem nikt nie przypomniał mu, by nie hałasował, bo nawet oczy Lana SiZhui były czerwone. Całe szczęście, że Lan WangJi go nie uciszył.

Powinniśmy spalić trochę papierowych pieniędzy daozhangowi Xiao XingChenowi i panience A-Qing. Na skrzyżowaniu dróg jest wioska, prawda? Kupmy parę rzeczy i się za nich pomódlmy – powiedział Lan JingYi przez łzy i smarki.

Pewnie, pewnie! – Wszyscy się zgodzili.

Rozmawiając, dotarli do wioski. Lan JingYi i Lan SiZhui szybko wbiegli do sklepu i wynieśli z niego kilka różnych kadzideł, świec i papierowych pieniędzy. Schodząc na bok drogi, z cegieł i kamieni zbudowali coś, co przypominało piec. Wszyscy chłopcy przykucnęli wokół niego, paląc pieniądze, mamrocząc i podsycając ogień. Wei WuXian też nie był w dobrym nastroju. Po drodze nawet nie opowiedział zbyt wielu żartów. Widząc to, nie mógł dłużej tego znieść. Odwrócił się w stronę Lana WangJi.

HanGuang-Jun, zobacz, co robią tuż przed domami innych ludzi. Nawet ich nie powstrzymujesz.

Ty możesz ich powstrzymać – powiedział obojętnie Lan WangJi.

Dobrze. Zdyscyplinuję ich dla ciebie.

Szybko podszedł do chłopców.

Czy mnie oczy nie mylą? Wszyscy jesteście uczniami prominentnych sekt. Wasi rodzice i krewni na pewno was uczyli, że martwi nie mogą dostać papierowych pieniędzy, prawda? Po co im pieniądze? Nie mogą ich otrzymać. A do tego jesteście przed czyimiś drzwiami. Jeśli będziecie je tu palić…

Lan JingYi na niego machnął.

Sio, sio. Zasłaniasz wiatr. Nie będzie mogło dłużej płonąć. I to nie tak, że umarłeś, więc skąd wiesz, że ludzie nie dostają papierowych pieniędzy?

Odwrócił się do niego inny chłopiec z twarzą pokrytą popiołem i łzami, przytakując.

Dokładnie. Skąd wiesz? Co jeśli jednak mogą je otrzymać?

Skąd wiem? – wymamrotał Wei WuXian.

Pewnie, że wiedział!

Podczas swoich ponad dziesięciu martwych lat nie otrzymał ani kawałka papierowych pieniędzy!

A nawet jeśli, to pewnie ich nie otrzymałeś, bo nikt dla ciebie żadnych nie zapalił. – Lan JingYi wbił drugi nóż w jego serce.

Jak to? Naprawdę byłem aż takim nieudacznikiem? Czy nikt nie zapalił dla mnie papierowych pieniędzy? Czy naprawdę ich nie dostałem, bo nikt żadnych nie zapalił? – zapytał się w duchu Wei WuXian.

Im dłużej o tym myślał, tym bardziej czuł, że to niemożliwe. Odwrócił się, szepcząc do Lana WangJi:

HanGuang-Jun, paliłeś dla mnie papierowe pieniądze? Przynajmniej ty to zrobiłeś, prawda?

Lan WangJi zerknął na niego. Potem spojrzał w dół, strzepując popiół, który przyczepił mu się do rękawa i zaczął milcząco patrzeć w dal, nie odpowiadając ani słowem.

Serio? Naprawdę nic nie zapalił?! – pomyślał Wei WuXian, spoglądając na jego spokojną twarz.

Nagle podszedł do niego mieszkaniec wioski niosący łuk na plecach. Wydawał się zirytowany.

Dlaczego tutaj to palicie? To tuż przed moim domem! Jak złowieszczo!

Chłopcy nigdy jeszcze czegoś takiego nie robili i nie wiedzieli, że palenie papierowych pieniędzy przed czyimś domem jest złowieszcze. Wszyscy przeprosili.

Więc czy to jest twój dom? – zapytał Lan SiZhui, pospiesznie wycierając twarz.

Ej, bachorze, uważaj na słowa. Moja rodzina mieszka tu od pokoleń. Jak mógłby to nie być mój dom?

Słysząc jego ton, Jin Ling natychmiast się wkurzył i już miał wstać.

Jak śmiesz się tak do nas odzywać?

Wei WuXian położył rękę na jego głowie, przytrzymując go przy ziemi.

Już rozumiem – kontynuował Lan SiZhui. – Przepraszam, nie miałem moim pytaniem nic złego na myśli. Po prostu jak wcześniej tędy przechodziliśmy, to widzieliśmy innego myśliwego i dlatego trochę nam się pomieszało.

Inny myśliwy? Jak to inny myśliwy? – Wieśniak był zdziwiony. Pokazał im trzy palce. – Ten dom jest przekazywany od trzech pokoleń. Jestem sam, zero braci! Mój ojciec umarł dawno temu, a ja się nie ożeniłem, nie wspominając o dzieciach. Skąd wziąłby się tu inny myśliwy?

Naprawdę tu był! – Lan JingYi także wstał. – Miał na sobie dużo ubrań i wielką czapkę. Siedział na twoim podwórku, naprawiając łuk i strzały, jakby zaraz miał iść na polowanie. Jak tu przyszliśmy, to nawet poprosiliśmy go o wskazanie drogi. To on skierował nas do miasta Yi!

Bzdura! – wypluł z siebie wieśniak. – Naprawdę widziałeś go na moim podwórku? Nikogo takiego nie ma w mojej rodzinie! Nawet duchy mogłyby pobić ludzi w mieście takim jak Yi. Skierował was tam? Prędzej chciał was zabić! Z pewnością widzieliście ducha!

Splunął kilka razy, dając upust swojej złości, po czym potrząsnął głową i odszedł. Chłopcy patrzyli się na siebie nawzajem, a Lan JingYi zaprotestował:

Ale naprawdę siedział na twoim podwórku. Dobrze pamiętam, że…

Wei WuXian powiedział parę rzeczy do Lana WangJi, po czym się odwrócił.

Teraz rozumiecie? Ktoś zaprowadził was do miasta Yi. Ten myśliwy wcale nie był stąd. Przebrał się, ukrywając swoje złe intencje.

Czy to ten, który prowadził nas tutaj, podrzucając zwłoki kotów? Czy to ten fałszywy myśliwy to wszystko zrobił? – zapytał Jin Ling.

Prawdopodobnie tak.

Dlaczego tak się wysilił, by zaprowadzić nas do miasta Yi? – zastanawiał się Lan SiZhui.

Tego wciąż nie wiemy. Ale od teraz na siebie uważajcie. Jeśli znowu przydarzy wam się coś dziwnego, to proszę, nie biegnijcie sami tego sprawdzać. Najpierw skontaktujcie się ze swoimi sektami i pracujcie razem z dużą grupą ludzi. Gdyby HanGuang-Jun tak przypadkiem też nie był w mieście Yi, to moglibyście już być martwi.

Wyobrażając sobie, co by się stało, gdyby utknęli w Yi, wielu uczniów poczuło, jak włosy stają im dęba. Sytuacja byłaby absolutnie przerażająca, bez względu na to, czy otoczyłyby ich hordy żywych trupów, czy musieliby sami stawić czoła temu demonowi, Xue Yangowi.

Niebo prawie ściemniało, kiedy razem z uczniami dotarli do miasta, w którym zostawiono osła i psa. Wioska nie tylko była jasno oświetlona, ale także wypełniona gwarem ludzi. Młodzieńcy ucieszyli się, że w końcu są w miejscu, które wygląda na zamieszkałe.

Jabłuszko! – krzyknął Wei WuXian, wyciągając ramiona w stronę zwierzęcia.

Osioł zarżał, jakby był wściekły. Wei WuXian natychmiast usłyszał szczekanie psa i szybko wskoczył za Lana WangJi. Wróżka także podbiegła, stając naprzeciwko osła i warcząc na niego.

Uwiąż go. Pora jeść – powiedział Lan WangJi i pociągnął na drugie piętro swojego towarzysza, który praktycznie przylepił się do jego pleców. Jin Ling i reszta chcieli za nimi pójść, ale starszy mężczyzna odwrócił się i spojrzał na nich przymrużonymi oczami.

Pokoje uczniów i seniorów powinny zostać rozdzielone. Możemy zostać na parterze – powiedział Lan SiZhui, rozumiejąc przekaz.

Lan WangJi przytaknął i poszedł dalej z jak zawsze beznamiętną miną. Jin Ling stał niepewnie na schodach, nie wiedząc, czy ma zejść, czy wejść po schodach.

Dorośli i dzieci powinni być rozdzieleni. Lepiej będzie, jeśli nie zobaczysz niektórych rzeczy – powiedział Wei WuXian, odwracając się do niego z szerokim uśmiechem.

Niby kto chciałby to zobaczyć! – Usta chłopaka zadrżały.

Lan WangJi powiedział służącemu, by przygotował jeden stół na dole dla uczniów i prywatny pokój na górze dla niego i Wei WuXiana. Usiedli naprzeciwko siebie.

HanGuang-Jun, posłuchaj. Niech twoja sekta sama nie zajmuje się następstwami miasta Yi. To taka duża miejscowość! Jeśli naprawdę będziecie chcieli je uprzątnąć, to wiele będzie was to kosztowało. To nie będzie proste. Zresztą Shuzhong nie jest pod nadzorem GusuLan. Policz obecnych na dole uczniów i sprawdź, z jakich są sekt. Ich też uwzględnij, bo powinni pomóc.

Rozważę go.

Zrób tak. Każdy lubi polować na demony i zwalać na innych odpowiedzialność. Jeśli teraz was wykorzystają, to mogą nie czuć się wdzięczni i nie rozumieć, że to dla ich dobra. Jeśli zbyt często się to będzie powtarzało, mogą uznać za pewne, że zawsze się czymś takim zajmiecie. Takie życie. – Przerwał na chwilę. – Ale skoro o tym mowa, naprawdę mieli pecha. Yi jest na odludziu, a w pobliżu nie ma żadnych wież strażniczych. Inaczej Jin Ling, SiZhui i pozostali przypadkiem nie wdarliby się do środka. Panienka A-Qing i daozhang Xiao XingChen też przez te wszystkie lata nie pozostaliby w ukryciu.

Małe czy duże, na świecie było tyle sekt, co gwiazd na niebie. Większość znajdowało się w dobrze rozwijających się miastach, do których był dobry dostęp albo na duchowych terenach z pięknymi widokami. Jednak sekty niechętnie lokowały się w pewnych odosobnionych strefach. Dlatego mieszkańcy cierpieli w milczeniu, nie mogąc nigdzie znaleźć pomocy, kiedy atakowały ich niecne istoty.

Jin GuangYao wspomniał o tym, kiedy wciąż żył poprzedni lider sekty LanlingJin, Jin GuangShan. Jednak koszty był zbyt wysoki i Jin GuangShanowi średnio podobał się ten pomysł. Wtedy przywództwo LanlingJin nie było tak potężne, więc uznano tę sprawę za mało ważną i nic nie załatwiono.

Kiedy Jin GuangYao oficjalnie przyjął pozycję lidera sekty i stał się Naczelnym Kultywatorem, natychmiast zebrał ludzi i zasoby z innych sekt, zaczynając spełniać swoje przeszłe cele. Pierwotnie głosy sprzeciwu były ogłuszające. Wielu podejrzewało, że sekta LanlingJin zrobiła to, by czerpać korzyści i wypychać sobie kieszenie. Jin GuangYao z uśmiechem wytrzymał przez pięć lat. W tym czasie sprzymierzył się z wieloma osobami, ale z równie duża liczba ludzi zerwała z nim więzi. Za pomocą delikatnych metod i przemocy, robił,co mógł, aż w końcu jego życzenie zostało spełnione. Ponad tysiąc dwieście „wież strażniczych” zostało zbudowanych.

Te wieże rozmieszczone zostały głównie wokół opuszczonych miejsc, a do każdej przydzielono uczniów z konkretnych sekt. Gdyby stało się coś dziwnego, to od razu ruszyliby do akcji. Gdy nie mogli sami sobie dać rady, wysyłali wiadomość do innych sekt lub prosili o pomoc wędrownych kultywatorów. Gdyby pomocnicy chcieli coś w zamian, a lokalni mieszkańcy byli zbyt biedni, by im coś podarować, to wystarczały pieniądze, które sekta LanlingJin zbierała przez cały rok specjalnie na ten cel.

To wszystko wydarzyło się po śmierci Patriarchy YiLing. Wei WuXian słyszał tylko to i owo od Lana WangJi, gdy podczas podróży minęli kilka wież strażniczych. Krążyły plotki, że Wieża Karpia przygotowywała się do wybudowania kolejnych, zwiększając ich liczbę do trzech tysięcy, by pokryć większą połać kraju. Choć te pierwsze otrzymały ogólną aprobatę ze względu na zauważalne efekty, to głosy pełne podejrzliwości i kpiny nigdy nie zamilkły. Kiedy nadejdzie pora, świat kultywacyjny znowu wpadnie w chaos.

Niedługo później podano jedzenie i alkohol. Wei WuXian rozejrzał się po stole, udając, że nie robi tego specjalnie. Prawie wszystkie potrawy pokryte były czerwienią. Przyglądając się pałeczkom Lana WangJi, zauważył, że jadł głównie łagodniejsze potrawy, rzadko nakładając sobie trochę tych mocno czerwonych. Nawet kiedy to zrobił, jego mina pozostawała bez zmian. Wei WuXian czuł, jak coś szarpie go za serce.

Co się stało? – zapytał Lan WangJi, zauważając jego spojrzenie.

Wei WuXian powoli nalał sobie czarkę wina.

Chcę, by ktoś się ze mną napił.

Koniec tomu I.

400 stron za nami, uff. Popoprawiam wszystko zgodnie z Waszymi uwagami i sklecę pdf’a, może epuba i mobi. Do usłyszenia!

Tłumaczenie: Ashi

8 myśli na temat “Mo Dao Zu Shi 42

  1. Historia Song Lana i Xiao Xingchena poruszyła mnie, dawno nie byłam tak wchłonięta i ciekawa co będzie dalej. Nie powinno się tak skończyć, mam nadzieję, że w końcu gdzieś się spotkają i też mam malutką nadzieję, że w dalszych tomach będzie jakaś wzmianka o dalszej części. Kto wie, może dusza Xiao w końcu się odbuduje <3

  2. Ach… przerwać w takim momencie https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/11.gif
    Dziękuję za ten przepiękny pierwszy tom, mam nadzieję że drugi będzie równie, albo jeszcze ciekawszy <3 https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif <3

  3. Woooow 400, piękna liczba. Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały i dziękują za spędzony czas nad tłumaczeniem😘😘

  4. Uwielbiam Was! Dosłownie! ;) Myślałam, że anime jest wciągające, ale aż się nie mogę doczekać kolejnych rozdziałów ;) Pozdrowieniem i raz jeszcze dziękuję za ciężką pracę.

Dodaj komentarz

https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/wut.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/owo.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/no.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/omo.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/02.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/04.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/09.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/15.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/21.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/28.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/23.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/06.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/07.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/19.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/11.gif 
 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.