Mo Dao Zu Shi

Pewnego dnia lider klanu Chang wybrał się na nocne łowy z kilkoma krewnymi. W środku nocy bez ostrzeżenia otrzymali złe wieści i natychmiast pospieszyli z powrotem. Po okresie żałoby odkryli tylko, że ktoś specjalnie zniszczył ich szyk bezpieczeństwa i wprowadził grupę potężnych, złych duchów. Oprócz tego nic nie wiedzieli.

W większości przypadków tylko garstka ludzi wiedziała o tragediach, które wydarzyły się w mniejszych klanach, ale tym razem okoliczności były inne. Minęło kilka lat od Kampanii Zestrzelenia Słońca i niedawno zakończyło się oblężenie Kopców Pogrzebowych. Powierzchownie sytuacja wydawała się stabilna. W świecie kultywacyjnym aż zawrzało, kiedy na jaw wyszło to wydarzenie. Wielu nawet przesadzało, mówiąc, że to zemsta zmartwychwstałego Patriarchy YiLing, Wei WuXiana. Jednak nie było żadnych dowodów, więc znalezienie mordercy okazało się niemożliwe. Oczywiście Xiao XingChen nie próżnował. Powiedział, że weźmie odpowiedzialność za tę sprawę i odkryje prawdę dla Chang Pinga. Po miesiącu nareszcie znaleziono mordercę.

Nazywał się Xue Yang.

To zwykły chłopak, jeszcze młodszy od Xiao XingChena. Jednak pomimo wieku ani trochę nie stonował swojego okrucieństwa. Od piętnastego roku życia był delikwentem w okolicy Kuizhou, znanym wzdłuż i wszerz ze swojego promiennego uśmiechu, nieludzkich czynów i bezlitosnej osobowości. Wszyscy bledli, kiedy tylko o nim wspomniano. Mówi się, że kiedy pałętał się po ulicach jako dziecko, to znienawidził ojca Chang Pinga. Popełnił tę zbrodnię w ramach zemsty i z paru innych powodów.

Kiedy Xiao XingChen poznał prawdę, to przemierzył trzy prowincje, a Xue Yang nadal szczęśliwie wdawał się z innymi w bójki. Wykorzystał fakt, że w Wieży Karpia sekty LanlingJin odbywała się konferencja dyskusyjna i przyprowadził zbrodniarza, kiedy najbardziej wpływowe sekty omawiały metody kultywacji, żądając dla niego surowej kary po wytłumaczeniu sytuacji. Jego dowody były pewne i wszystkie sekty z wyjątkiem LanlingJin nie miały żadnych sprzeciwów.

Sprzeciwienie się w takiej sytuacji jest jak olanie całego świata. Czy Xue Yang był ulubieńcem Jin GuangShana? – zapytał Wei WuXian.

Gościnnym uczniem.

Obcym uczniem? Wtedy LanlingJin było jedną z czeterch prominentnych sekt, prawda? Dlaczego mieliby zaprosić zbira na gościnne nauki?

To właśnie drugie powiązanie. – Lan WangJi spojrzał w oczy swojego towarzysza. – To z powodu pieczęci tygrysa stygijskiego.

Serce Wei WuXiana zamarło.

Ten przedmiot nie był mu obcy. Wręcz przeciwnie, nikt nie znał go lepiej. Spośród duchowych broni, które stworzył za życia, ta była najbardziej przerażająca i znana. W ogóle się nad tym nie zastanawiał, kiedy ją stworzył. To oczywiste, że czasami męczyło go kontrolowanie tylu ciał i duchów. Przypominając sobie kawałek żelaza, który zobaczył kiedyś w brzuchu bestii, użył go do wykucia tygrysiej pieczęci.

Po jej stworzeniu Wei WuXian użył jej tylko raz, zanim odkrył, że czyniła więcej szkód niż dobra. Jej moc była o wiele większa, niż sobie wyobrażał. Pierwotnie miała mu służyć jako pomoc, ale była prawie silniejsza od niego, jej stwórcy. A do tego nie wybierała tylko jednego pana. To znaczyło, że gdyby ktoś ją znalazł, to mógłby jej użyć bez względu na to, czy był wrogiem, czy przyjacielem.

To nie tak, że Wei WuXian nie chciał jej zniszczyć. Stworzenie jej nie było proste, więc zniszczenie będzie jeszcze trudniejsze, kosztując go wiele czasu i energii. Już wtedy wiedział, że nie znajduje się w najlepszej sytuacji i prędzej czy później wszyscy go znienawidzą. Nikt nie śmiał działać pochopnie w obliczu tak przerażającej broni, więc tymczasowo ją zatrzymał. Rozdzielił ją na dwie połowy, przez co można było jej użyć tylko po złączeniu ich, czego nigdy nie robił bez dokładnego przemyślenia.

Wykorzystał ją tylko dwukrotnie i za każdym razem skończyło się na ogromnym rozlewie krwi. Pierwszy raz był podczas Kampanii Zestrzelenia Słońca. Po drugim użyciu postanowił zniszczyć jedną połowę. Zanim całkiem zniszczył też drugą, doszło do oblężenia Kopców Pogrzebowych, a potem nie miał już takiej możliwości.

Wei WuXian był pewny, że nawet jeśli pozostałości wpadły w ręce sekty, która postawiłaby im świątynię i codziennie się do nich modliła, to i tak był to tylko bezużyteczny kawałek metalu. Jednak Lan WangJi powiedział mu coś szokującego – najwyraźniej Xue Yang potrafił odbudować pieczęć!

Choć chłopak był młody, to także mądry i niezwykle ekscentryczny. Sekta LanlingJin odkryła, że za pomocą pozostałego fragmentu może mniej więcej wykuć braki. Choć nowa wersja nie była tak potężna i nie można jej było zbyt długo używać, to i tak mogła to skończyć się okropną katastrofą.

Sekta LanlingJin potrzebowała Xue Yanga do naprawienia pieczęci, więc go chronili – wywnioskował Wei WuXian.

Może zniszczenie klanu Chang nie było w pełni w ramach zemsty. Może testował siłę odnowionej pieczęci na tej grupie ludzi! Nic dziwnego, że to jemu przypisywano tę zbrodnię. Wei WuXian mógł prawie sobie wyobrazić kultywatorów zaciskających zęby i krzyczących “Ten Wei WuXian! Jeśliby jej nie zrobił, to naszemu światu nie przydarzyłoby się tyle katastrof!”.

Wracając do pierwotnego tematu rozmowy, kontynuowali o tym, co wydarzyło się w Wieży Karpia.

Choć sekta LanlingJin była zdeterminowana chronić Xue Yanga, to Xiao XingChen też nie odpuścił. Wieści w końcu dotarły do ChiFeng-Zuna, Nie MingJue, który nie planował wziąć udziału w konferencji dyskusyjnej, więc pospieszył z daleka do Wieży Karpia.

Choć Nie MingJue był młodszy od Jin GuangShana, to zachowywał się stanowczo i powiedział, że nie będzie tolerował Xue Yanga. Po wysłuchaniu jego wywodu lider sekty Jin zaniemówił i poczuł się ogromnie zażenowany. Nie MingJue, który nie potrafił nad sobą w pełni zapanować, od razu wyciągnął szablę, mając zamiar zabić Xue Yanga. Nawet kiedy jego zaprzysiężony młodszy brat, LianFang-Zun, próbował uspokoić sytuację, to rozkazał mu odejść. Po ostrej reprymendzie Jin GuangYao schował się za Lan XiChenem, nie śmiąc nic więcej powiedzieć. Ostatecznie sekta LanlingJin mogła tylko odpuścić.

Xue Yang w ogóle się nie bał, nawet kiedy został zaciągnięty do Wieży Karpia. Uśmiechał się szeroko, kiedy Nie MingJue przyciskał ostrze szabli do jego szyi. Zanim go zabrano, to powiedział jeszcze czule do Xiao XingChena:

Nie zapomnisz o mnie, prawda? Poczekajmy i zobaczymy.

Wei WuXian wiedział, że jego “poczekajmy i zobaczymy” będzie wiele kosztowało Xiao XingChena.

Sekta LanlingJin naprawdę była zakłamana. Choć w Wieży Karpia przy wszystkich obiecali, że Xue Yang zostanie stracony, to po odejściu Nie MingJue natychmiast zamknęli go w lochach i zmienili wyrok na dożywotnią odsiadkę. ChiFeng-Zun był wściekły, kiedy o tym usłyszał i zaczął na nich naciskać. Jin GuangShan ciągle się wykręcał, nie chcąc mi oddać Xue Yanga. Pozostałe sekty tylko obserwowały ich z boku, ale wkrótce Nie MingJue umarł z powodu dewiacji qi. Kultywował szybciej od poprzednich liderów QingheNie, więc także zmarł młodziej.

Po zniknięciu osoby, która o wszystko się czepiała, LanlingJin stało się bardziej lekkomyślne i zaczęło wpadać na gorsze pomysły. Jin GuangShan z całych sił starał się wydostać Xue Yanga z lochów, żeby ten mógł kontynuować prace na pieczęcią tygrysa stygijskiego. Jednak to nie był powód do dumy. Uratowanie mordercy całego klanu było niemożliwe bez konkretnego powodu. Więc zwrócili swą uwagę w stronę Chang Pinga.

Chang Ping w końcu uległ groźbom i wymuszeniom Jin GuangShana. Cofnął swoje słowa i oznajmił, że wybicie klanu Chang nie miało nic wspólnego z Xue Yangiem.

Słysząc te wieści, Xiao XingChen odwiedził go, by zapytać o tę sprawę. Chang Ping bezsilnie odpowiedział “Co mogę oprócz tego zrobić? Jeśli nie będę tego tolerował, to reszta moich ludzi nie będzie bezpieczna. Jestem ci naprawdę wdzięczny, kultywatorze, ale… proszę, więcej nam nie pomagaj. Teraz pomoc poczyni większą szkodę. Nie chcę, by to był koniec sekty YueyangChang”.

I tak tygrys został wypuszczony na wolność.

Wei WuXian milczał. Gdyby to on był na miejscu Chang Pinga, to nie obchodziłyby go wpływy sekty LanlingJin ani chwała, jaką mu zaoferowano – za nic by nie odpuścił. Zamiast tego sam poszedłby do lochu, poćwiartował Xue Yanga tak, że zostałaby z niego tylko kupa mięcha, przywołał z powrotem jego duszę i powtórzyłby ten proces tyle razy, że pożałowałby swoich narodzin.

Niestety nie każdy był jak on, woląc umrzeć razem z wrogiem. Niektórzy członkowie klanu Chang nadal żyli. Chang Ping był młody, samotny, bezdzietny i dopiero postawił pierwsze kroki na ścieżce kultywacji. Musiał być ostrożny, szczególnie że życia pozostałych członków rodziny były zagrożone. Oczywiście Wei WuXian nie był Chang Pingiem. Nie mógł się za niego złościć czy martwić ani znosić jego męki psychicznej.

Xue Yang znowu zaczął się mścić, kiedy go wypuszczono. Jednak tym razem nie była to zemsta na Xiao XingChenie.

Xiao XingChen samotnie opuścił górę i nie miał krewnych. Towarzyszył mu jedynie poznany później przyjaciel, Song Lan, który także był kultywatorem – cnotliwym, zdeterminowanym chłopakiem, o którym krążyła dobra opinia. Chcieli razem założyć sektę, która ceniła wspólne ideały zamiast więzów krwi, dzięki czemu stali się bliskimi przyjaciółmi. Xiao XingChen, blady księżyc i delikatna bryza, Song ZiChen, odległy śnieg i chłodny przymrozek – tak o nich wtedy mówiono.

Xue Yang sięgnął w bok. Powtarzając poprzednie działania, zlikwidował świątynię Baixue, w której dorastał Song Lan i oślepił go trucizną. Tym razem, mając doświadczenie w wybijaniu całej sekty, nie pozostawił żadnych śladów. Wszyscy wiedzieli, kto to zrobił, ale co to dawało? Nie było dowodów. Przez ochronę Jin GuangShana i gwałtowną śmierć Nie MingJue nikt mu nic nie mógł zrobić.

Wei WuXianowi wydawało się to dziwne. Choć Lan WangJi wyglądał, jakby nic go nie obchodziło, to kiedyś absolutnie nie był w stanie znieść żadnych wykroczeń, chyba nawet bardziej od brata Nie HuaiSanga. Wtedy sekta LanlingJin postępowała nieszczerze, a Lan WangJi nigdy nie ukrywał, że nie darzy ich zbyt ciepłym uczuciem. Do dzisiaj odmawiał uczestnictwa w ich konferencjach dyskusyjnych. Skoro doszło do dwóch okrutnych masakr, to wieści z pewnością obiegły cały świat, a Lan WangJi nigdy nie przymrużyłby na to oka. Dlaczego nie poszedł ukarać Xue Yanga?

Już miał zapytać, kiedy przypomniał sobie o bliznach po biczu dyscyplinującym.

Jedno uderzenie było bardzo poważne. Jeśli Lan WangJi popełnił jakiś błąd i otrzymał taką chłostę, to na pewno był uziemiony na kilka lat. Możliwe, że w trakcie tych incydentów odbywał karę lub czekał na wygojenie ran. Nic dziwnego, że tylko słyszał o tych wydarzeniach.

Z jakiegoś powodu w głębi serca Wei WuXian naprawdę przejmował się tymi bliznami. Jednak nie wypadało pytać wprost, więc musiał się powstrzymać.

Co po tym przydarzyło się Xiao XingChenowi?

Zdecydowanie spotkał go tragiczny koniec. Kiedy opuścił górę i swojego nauczyciela, Xiao XingChen obiecał, że nigdy nie powróci. Był człowiekiem honoru, ale skoro Song Lan był nie tylko ślepy, ale także śmiertelnie ranny, złamał swoją przysięgę i zaniósł przyjaciela do rezydencji BaoShan SanRen, prosząc, by go uratowała.

Ze względu na dawną więź BaoShan SanRen się zgodziła. Tak Xiao XingChen ponownie opuścił górę i nigdy więcej go nie widziano. Rok później Song Lan wrócił między ludzi. Ku zaskoczeniu wszystkich jego oślepione oczy na nowo ujrzały światło. Jednak to nie zdolności lekarskie BaoShan SanRen stworzyły ten cud, ale Xiao XingChen… Który wyrwał sobie oczy i oddał je przyjacielowi – w końcu to przez niego został wplątany w tę sprawę.

Pierwotnie Song Lan chciał się zemścić na Xue Yangu. Jin GuangShan już nie żył, a Jin GuangYao zostały nowym liderem sekty LanlingJin. W pierwszej kolejności pozbył się Xue Yanga, by pokazać, że teraz będzie inaczej. Poza tym nigdy nie wspominał o pieczęci tygrysa stygijskiego i pogodził się z niektórymi ludźmi, by przywrócić reputację sekty i stłumić plotki. Song Lan wyruszył w poszukiwaniu swojego przyjaciela. Początkowo ludzie wiedzieli, w którą stronę skierował się Xiao XingChen, jednak ślad szybko zginął. Do tego klan YueyangChang był mały, a o takich się nie mówiło. I tak stopniowo sytuacja ucichła.

Wysłuchawszy tę długą historię, Wei WuXian westchnął cicho. Poczucie żalu rozkwitło w jego piersi. Kończąc w ten sposób przez coś, co wcale nie było z nim związane… Gdyby Xiao XingChen urodził się kilka lat wcześniej albo gdybym ja zmarł kilka lat później, to by do tego nie doszło. Gdybym żył, to jak mógłbym nie pomóc? Jak mógłbym nie zaprzyjaźnić się z kimś takim?

Natychmiast zaśmiał się gorzko. Zrobiłbym coś? Co mógłbym zrobić? Gdybym nadal żył, to dochodzenie w sprawie mordu na klanie YueyangChen nawet nie byłoby potrzebne, bo od razu by zdecydowano, że ja jestem winny. Gdyby Xiao XingChen wpadł na mnie na ulicy, a ja bym do niego zagadał i zaprosił go na drinka, to pewnie uderzyłby mnie swoją trzepaczką z końskiego włosia, haha.

Minęli rezydencję Changów, udając się w stronę lokalnego cmentarza. Wei WuXian zobaczył ciemnoczerwony napis “Chang” na bramie i zapytał:

No to dlaczego Chang Ping później umarł? Kto zamordował pozostałych członków klanu?

Zanim Lan WangJi miał szansę odpowiedzieć, seria uderzeń dobiegła spośród zabarwionego granatem zmierzchu. Dźwięk przypominał trzaskanie drzwiami, ale to nie było to. Uderzenia były szybkie i mocne, nie ustając nawet na chwilę. Brzmiały na stłumione, jakby coś oddzielało je od świata zewnętrznego.

Około pięćdziesięciu osób z klanu YueyangChang leżało w trumnach, od środka tłukąc o wieka. To powtórka z nocy, której umarli z przerażenia – szaleńczo uderzając w drzwi, kiedy nie było nikogo, kto by ich wypuścił. To o tym mówił kelner w barze! Jednak powiedział także, że wszystko wydarzyło się dziesięć lat temu i już dawno ustało. Dlaczego tłuczenie znowu się zaczęło, kiedy przyszli?

Nie wymieniając ani słowa, Wei WuXian i Lan WangJi uspokoili swoje oddechy, skradając się bezdźwięcznie. Opierając się o kolumny bramy, obaj zobaczyli, że na środku cmentarza pośród nagrobków znajdowała się dziura. Głęboka, świeżo wykopana dziura otoczona stertą ziemi. Ciche dźwięki wydobywały się z jej wnętrza.

Ktoś kopał grób.

Wstrzymali oddechy, czekając, aż siedząca w środku osoba wyjdzie sama.

Nie minęła nawet godzina, kiedy dwie osoby wyskoczyły ze środka.

Wei WuXian i Lan WangJi byli w stanie powiedzieć, że to były akurat dwie osoby, bo mieli bardzo dobry wzrok. Wyglądali jak bliźnięta syjamskie, bo jeden niósł drugiego na plecach i ściśle do siebie przylegali. Ubrani byli na czarno, więc ciężko było ich odróżnić.

Osoba, która wyskoczyła, miała długie kończyny i stała do nich tyłem. Ten, który był niesiony, wydawał się pozbawiony życia, a jego głowa i ramiona zwisały bezwładnie w dół. To naturalne. Skoro został wykopany z grobu, to musiał być już martwy. W tym przypadku bezwład był oczekiwany.

Kiedy to pomyślał, grabieżca nagle się odwrócił i ich zobaczył. Jego twarz pokrywała gruba, czarna mgła, przez co nikt nie był w stanie zobaczyć, jak wygląda!

Wei WuXian wiedział, że musiał rzucić jakieś dziwne zaklęcie, aby zablokować swoją twarz. Lan WangJi już wyjął miecz, wbiegł na cmentarz i zaczął walczyć. Grabieżca zareagował niezwykle szybko. Widząc atak niebieskiego rozbłysku Bichena, zrobił gest i przywołał własny rozbłysk miecza. Był taki sam jak jego twarz – otoczony gęstym dymem, by nikt nie rozpoznał koloru i stylu. Niosąc ciało na plecach, walczył w bardzo dziwny sposób. Rozbłyski zderzyły się kilka razy, kiedy Lan WangJi przywołał Bichen z powrotem, a jego mina się ochłodziła. Wei WuXian wiedział dlaczego. Nawet ktoś z zewnątrz widział, że nieznany mężczyzna był dobrze zaznajomiony ze stylem walki Lana WangJi!

Lan WangJi nic nie powiedział. Ataki Bichena stawały się coraz głębsze, przybierając znacznie na sile. Grabieżca wycofał się kilka kroków. Wiedział, że nie wygra tej walki, niosąc na plecach trupa i zostanie złapany, więc zza pasa wyciągnął ciemnoniebieski talizman.

Talizman transportujący!

Ten rodzaj talizmanu mógł natychmiast przenieść kogoś setki kilometrów stąd, ale zużywał wiele energii duchowej. Później odbudowanie jej zajmowało kupę czasu. Ci, którzy nie byli zbyt silni, w ogóle nie mogli ich używać. Choć to towar wysokiej jakości, to niewiele osób z nich korzystało. Widząc, że już miał uciec, Wei WuXian szybko dwukrotnie klasnął, uklęknął na jednym kolanie i uderzył pięścią o ziemię.

Siła jego uderzenia przebiła się przez warstwy ziemi aż do wnętrz trumien, prowokując pochowane zwłoki. Z głośnym trzaskiem cztery zakrwawione ramiona wyrwały się na powierzchnię, łapiąc za nogi mężczyzny!

Grabieżca wyglądał, jakby w ogóle się tym nie przejmował. Wysłał impuls energii duchowej do swoich nóg, odpychając trzymające go dłonie. Wei WuXian wyjął swój bambusowy flet. Piskliwa i przeszywająca melodia rozerwała kurtynę ciemności. Dwie ludzkie głowy wychynęły z ziemi razem z ciałami, wspinając się po nogach nieznajomego i owijając wokół jego ciała jak węże. Otworzyły usta, by wgryźć się w jego szyję i ramiona.

Nieznajomy prychnął z pogardą, jakby mówił “co za marna sztuczka” i przesłał energię duchową przez całe swoje ciało. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że został wrobiony.

Odepchnął także zwłoki, które niósł na plecach!

Wei WuXian śmiał się dziko, klepiąc w pobliski nagrobek. Lan WangJi jedną ręką złapał trupa, a drugą zaatakował grabieżcę Bichenem. Widząc, że zabrali mu to, co przed chwilą wykopał i nie miał szans ich samemu pokonać, nie śmiał zostać ani chwili dłużej. Z impetem rzucił talizman transportujący na ziemię. Papier wybuchnął, a nieznajomy zniknął w blasku błękitnych płomieni.

Wei WuXian wiedział, że złapanie go było bez sensu, bo miał talizman, dzięki któremu mógł uciec, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja. Wykopane przez niego zwłoki były już niezłą poszlaką, więc niczego nie żałował. Podszedł szybko do Lana WangJi, mówiąc:

Zobaczmy, kogo wykopał.

Widok był zaskakujący – głowa trupa została rozcięta. Jednak ze środka nie skapywała krew czy tkanka mózgowa, ale wystawały kawałki ściemniałej waty. Wei WuXian z łatwością oderwał przyszytą głowę, która była dość delikatna.

Co to ma znaczyć? Na cmentarzu rodziny Chang pochowano sztucznego trupa ze szmat i waty?

Nie cały jest sztuczny – powiedział Lan WangJi, ważąc ciało w dłoniach.

Wei WuXian przemacał zwłoki i odkrył, że tylko pierś i brzuch wydawały się twarde, a po zerwaniu ubrań, tylko tors okazał się prawdziwy. Cała reszta została dorobiona.

Głowa i kończyny zostały doczepione, by tors nadal myślał, że jest połączony z resztą ciała. Po karnacji i kształcie odcięcia ramienia wywnioskowali, że to część ich przyjaciela. Grabieżca właśnie po to tutaj przylazł.

Wygląda na to, że osoba, która ukryła ciało, zorientowała się, że badamy tę sprawę, więc przyszła na wszelki wypadek przenieść resztę gdzie indziej. Przyszliśmy w idealnym momencie. Chwila później i byśmy na niego nie wpadli. – Wei WuXian przerwał na chwilę, zmieniając ton. – Ale dlaczego był tak zaznajomiony ze stylem walki twojej sekty?

Lan WangJi najwyraźniej też o tym myślał, bo chłód na jego twarzy ani trochę nie lżał.

Jego poziomu kultywacji jest dość wysoki, wystarczający do użycia jednego talizmanu. A do tego rzucił zaklęcia na twarz i miecz. To zrozumiałe, że chciał zakryć twarz, na pewno nie chciał, by go zobaczono. Wększość mało znanych kultywatorów nie musiałoby zaklinać też swojego miecza, chyba że byli sławny. Wtedy musiałby go ukryć, bo każdy mógłby go rozpoznać po rozbłysku ostrza. HanGuang-Jun, czy po walce miałeś wrażenie, że to ktoś, kogo dobrze znasz? – zapytał Wei WuXian.

Nie chciał być bardziej specyficzny i kogoś obwiniać, a w szczególności Lan XiChena czy Lan QiRena.

Nie – odpowiedział pewnie Lan WangJi.

Wei WuXian ufał odpowiedzi Lan Zhana. Uważał swojego towarzysza za kogoś, kto nie ukrywałby ani nie uciekałby od prawdy. Skoro zaprzeczał, to tak musiało być, bo kłamać też nie lubił. Wolałby nic nie powiedzieć, niż skłamać, nawet gdyby został o to poproszony. I tak Wei WuXian natychmiast wykreślił myśl, że grabieżcą mógł być ktoś z tej dwójki.

Lan WangJi schował tors do kolejnej sakiewki Qiankun. Obeszli jeszcze okolicę, po czym wrócili do gospody. Młody kelner dotrzymał obietnicy. Większość barów już została zamknięta, ale ich szyld nadal wisiał, a w środku paliły się światła. Kelner siedział przed wejściem, pałaszując coś z dużej michy. Na ich widok uśmiechnął się szeroko.

Wróciliście! Dotrzymaliśmy słowa, prawda? I jak, widzieliście coś?

Wei WuXian zaśmiał się, odpowiadając. Weszli do środka i usiedli przy stoliku, który wcześniej zajmowali.

No to, o czym mówiliśmy? No tak, przerwał nam ten grabieżca, więc nadal nie wiem, jak zmarł Chang Ping – powiedział Wei WuXian. Słoje alkoholu stały obok jego stóp i na stoliku.

Lan WangJi prostymi i bezpośrednimi słowami kontynuował wyjaśnienia.

Xue Yang, Xiao XingChen i Song Lan odeszli jeden po drugim. Niektórzy zniknęli, inni zmarli. Kilka lat po tym incydencie Chang Ping i pozostali członkowie klanu zmarli poprzez lingchi. A do tego oczy Chang Pinga zostały wydłubane. Tym razem nikt nie wiedział, kim był morderca. Wszyscy, którzy mieli z tym coś wspólnego, zniknęli. Jednak jedną rzecz udało się ustalić.

Po ranach rozpoznano, że lingchi zostało wykonane Shuanghuą, czyli mieczem Xiao XingChena.

Ręka, w której Wei WuXian trzymał czarkę z alkoholem, zamarła przed jego ustami.

Mieczem Xiao XingChena? Więc kto to zrobił?

Xiao XingChen zniknął. Nie ma konkretnych dowodów.

Skoro nie można go znaleźć żywego, to czy ktoś próbował przywołać duszę?

Tak. Nic to nie wniosło.

Nic to nie wniosło. Czyli albo nie umarł, albo jego dusza się rozpadła. Jako specjalista w tej dziedzinie, Wei WuXian musiał skomentować:

Nie można za bardzo polegać na przyzywaniu dusz. Czas, miejsce i osoba grają ważną rolę, więc to normalne, że czasami coś pójdzie nie tak. Pewnie wiele osób myśli, że to była zemsta Xiao XingChena? A ty, HanGuang-Jun? Co uważasz?

Lan WangJi powoli potrząsnął głową.

Nie powinno się komentować, nie znając całej prawdy.

Wei WuXian podziwiał jego postawę i zasady. Uśmiechnął się, upijając kolejny łyk wina, kiedy Lan WangJi zapytał:

A ty?

Lingchi to rodzaj tortur. Jego znaczenie zawsze pociąga za sobą “karę”. Ciężko też nie powiązać z tym Xiao XingChena przez wydłubanie Chang Pingowi oczu. Więc nie dziwię się, że niektórzy uznają to za jego zemstę. Jednak… – Przez chwilę zastanowił się, jak to ująć. – Myślę, że początkowo Xiao XingChen nie prosił Chang Pinga o wdzięczność. To…

Zanim skończył się zastanawiać, co powiedzieć po “to”, kelner z zapałem przyniósł dwie miseczki orzeszków. Przerwano mu, więc nie czuł potrzeby kontynuowania tej myśli. Spojrzał na Lana WangJi i się uśmiechnął.

HanGuang-Jun, dlaczego tak na mnie patrzysz? Nic nie mówię. Także nie znam całej sytuacji, więc nie będę komentował. Masz rację. Dopóki nie poznamy wszystkich łuków i zakrętów, powodów i skutków, nikt nie powinien nic zakładać. Zamówiłem pięć słoi, a ty wziąłeś dla mnie kolejne pięć, więc obawiam się, że sam tego wszystkiego nie wypiję. Może mi pomożesz? Jesteśmy poza Zaciszem Obłoków, więc nie łamiesz żadnych zasad, prawda?

Był gotowy na dosadną odmowę, ale kto by się spodziewał, że Lan WangJi odpowie:

Napiję się.

HanGuang-Jun, naprawdę się zmieniłeś. Kiedyś wypiłem przy tobie jeden słój, a ty się wściekłeś. Nawet zepchnąłeś mnie z muru i pobiłeś. A teraz ukrywasz w pokoju Uśmiech cesarza i pijesz go w sekrecie. – Wei WuXian zacmokał.

Nie dotknąłem ani odrobiny Uśmiechu cesarza – odpowiedział spokojnym tonem mężczyzna, poprawiając kołnierz.

To po co je ukrywasz, jeśli ich nie pijesz? Trzymasz je dla mnie? Dobra, dobra, nie ruszyłeś ich. Uwierzę ci, okej? Porozmawiajmy o czymś innym. No dalej, chcę zobaczyć, ile potrzeba czarek, by upić abstynenta z GusuLan.

Polał hojnie winem. Lan WangJi bez zastanowienia wziął naczynie i duszkiem wypił jego zawartość. Wei WuXian był wyjątkowo podekscytowany, wpatrując się w jego twarz w oczekiwaniu, aż się zarumieni. Jednak nawet po chwili nadal był blady i beznamiętny, patrząc się na niego spokojnie klarownym wzrokiem. Nie było żadnej zmiany!

Wei WuXian był niezwykle rozczarowany. Już miał polać mu następną kolejkę, kiedy Lan WangJi zmarszczył brwi i lekko potarł czoło. Po kilku chwilach zamknął oczy, opierając głowę na ręce.

…Zasnął?

Zasnął!

Jak ludzie wypiją za dużo alkoholu, to najpierw powinni się upić, a dopiero potem zasnąć. Jak Lan WangJi mógł ominąć jedną część i przejść od razu do finału?! Chciał zobaczyć go pijanego!

Wei WuXian pomachał mu przed twarzą, która nawet we śnie pozostała poważna, a potem klasnął obok jego ucha. Nie było żadnej reakcji.

Zaskakujące, Lan WangJi to typ, który pada po jednym kielichu!

Wei WuXian w ogóle nie spodziewał się tej sytuacji. Otrzepał spodnie, przełożył sobie ramię Lana WangJi na szyję i wywlókł go z gospody.

Już się przyzwyczaił, że musi grzebać Lan Zhanowi po kieszeniach. Wygrzebał sakiewkę z pieniędzmi i po znalezieniu najbliższej karczmy, poprosił o dwa pokoje. Zawlókł Lana WangJi do jednego z nich, ściągnął mu buty, położył go wygodnie na łóżku i wyszedł w ciemną noc.

Zatrzymując się w opustoszałym miejscu, Wei WuXian wyjął flet i zagrał krótką melodię. Po tym czekał w ciszy.

Od opuszczenia Zacisza Obłoków Lan WangJi i Wei WuXian spędzali razem dnie i noce. Nie miał ani chwili dla siebie, więc nie mógł przywołać Wen Ninga. Oprócz potrzeby ukrycia swojej tożsamości był jeszcze jeden powód do zrobienia tego po kryjomu.

Wen Ning zabił ludzi z sekty GusuLan. Nawet jeśli Lan WangJi dobrze traktował Wei WuXiana, to nie mógł przy nim przywołać Upiornego Generała. A może nie śmiał tego zrobić właśnie dlatego, że był tak dobrze traktowany. Choć normalnie miał na wszystko wywalone, to nie był dobry moment do bycia gburem.

Zanim się zorientował, ciszę znowu przerwały mrożące krew w żyłach brzęki. Z cieni murów miast wyłoniła się postać ze spuszczoną głową. Wen Ning ubrany był cały na czarno, wtapiając się w noc. Jego pozbawione źrenic oczy aż błyszczały paskudną bielą.

Wei WuXian złożył ramiona na plecach i powoli obszedł go dookoła. Wen Ning poruszył się, jakby chciał za nim podążyć i też chodzić w koło.

Stój prosto – rozkazał Wei WuXian.

Posłuchał się i przestał wiercić. Wydawało się, że jego delikatne rysy twarzy przybrały jeszcze bardziej zawiedziony wyraz.

Ręka.

Wen Ning wyciągnął swoje prawe ramię. Wei WuXian złapał go za przegub, dokładnie się przyglądając kajdanom i przyczepionym do nich żelaznym łańcuchom.

To nie był zwykły łańcuch. Kiedy Wen Ning wpadał w szał, potrafił zgnieść żelazo na proch, więc na pewno nie wlókłby go tak za sobą. Ten zestaw prawdopodobnie został stworzony, by go powstrzymać.

Spopielony? Dlaczego niektóre sekty nie miałyby się ślinić na myśl o zniewoleniu Upiornego Generała, skoro dawały z siebie wszystko, by naprawić pieczęć tygrysa stygijskiego?

Śmiejąc się gorzko, stanął przed Wen Ningiem. Po chwili zastanowienia zaczął przeczesywać palcami jego włosy. Osoba, która go uwięziła, musiała jakoś powstrzymać go przed samodzielnym myśleniem. By słuchał rozkazów innych, musiano zniszczyć jego zdrowie psychiczne poprzez wbicie mu czegoś w głowę. Tak jak się spodziewał, po chwili wymacał coś twardego na punkcie akupunkturowym po prawej stronie. Po drugiej stronie w tym samym miejscu znalazł to samo – przedmiot przypominał końcówkę igły. Wei WuXian złapał za oba punkty i powoli wyciągnął dwa długie, czarne gwoździe z czaszki Wen Ninga.

Każdy z nich miał niecałe trzy centymetry długości i grubość rzemyka, na którym zawieszano jadeitowe wisiorki. Jak tylko gwoździe zostały wyjęte, wyraz twarzy trupa zadrżał lekko. Warstwa czarnych linii przypominających strumienie krwi wspięła się po białkach oczu Wen Ninga. Wyglądał, jakby z całych sił starał się wytrzymać ból.

To takie dziwne, że pomimo śmierci nadal czuł coś takiego.

Oceniając po szczegółowych, skomplikowanych kreskach wyrytych na gwoździach, musiały pochodzić z wyjątkowego źródła. Ich twórca był dość zdolny. Minie trochę czasu, zanim Wen Ning w pełni wróci do siebie. Chowając przedmioty do kieszeni, Wei WuXian spojrzał na duże kajdany i łańcuchy, myśląc, że są dość nieporęczne, nie wspominając o wywoływanym przez nie hałasie. Żeby je odciąć, będzie potrzebował miecza kultywacyjnego.

W pierwszej kolejności pomyślał oczywiście o Bichenie. Choć odcięcie łańcuchów Wen Ninga za pomocą miecza kogoś z sekty GusuLan było trochę nieodpowiednie, to było najlepsze ostrze, które mógł dorwać. Naprawdę nie chciał, by Wen Ning dalej tachał ten ciężar.

Okej, najpierw wrócę do pokoju. Jeśli Lan Zhan się obudził, to nic nie zrobię. Ale jeśli nadal śpi, to szybko pożyczę na chwilę Bichen – pomyślał Wei WuXian.

Podjąwszy decyzję, odwrócił się w miejscu. Jednak nie spodziewał się, że tuż za sobą zobaczy Lana WangJi.

Tłumaczenie: Ashi

3 myśli na temat “Mo Dao Zu Shi

Dodaj komentarz

https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/wut.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/owo.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/no.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/omo.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/02.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/04.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/09.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/15.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/21.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/28.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/23.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/06.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/07.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/19.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/11.gif 
 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.