Mo Dao Zu Shi

Spokojnie, właśnie miałem o tym wspomnieć. Wszyscy umarli. Choć powiedziałem, że on przeżył, to długo się tym nie nacieszył. Po kilku latach Chang Ping także zmarł. Jego śmierć była jeszcze bardziej przerażająca. Wykonano na nim lingchi. Chyba nie muszę tłumaczyć, co to jest? Lingchi to cięcie cudzego ciała skrawek po skrawku mieczem lub szablą trzy tysiące i sześćset razy, dopóki nie zostanie sam szkielet…

Jak Wei WuXian nie mógł wiedzieć, czym jest lingchi? Gdyby ktoś chciał wydać książkę pod tytułem Tysiąc sposobów na wypełnioną agonią śmierć, to byłby najbardziej wykwalifikowaną osobą do napisania jej. Uniósł dłoń.

Rozumiem. A wiesz, dlaczego klan Chang został wybity?

Słyszałem, że zaplanowała to inna sekta. To pewnik, prawda? Inaczej dlaczego grupie kultywatorów nie udało się uciec przed czymś takim? Z pewnością zostali w środku uwięzieni przez coś lub kogoś.

Właściciel gospody przyniósł dwie przystawki złożone z orzeszków i nasion słonecznika na wszelki wypadek, gdyby rozmowa im się nie kleiła. Wei WuXian podziękował skinieniem głowy i kontynuował, chrupiąc nasiona:

Czy ktoś odkrył, co to takiego było?

Paniczu, chyba żartujesz. Skąd tacy zwykli ludzie jak my mieliby wiedzieć cokolwiek na temat tych, którzy latają w przestworzach? Właściwie to wy powinniście wiedzieć więcej na ten temat. Słyszałem tylko pogłoski, że urazili kogoś, kogo nie powinni. Bądź co bądź, po tym nie było nikogo, kto zająłby się złem w okolicy Yueyang.

Urazili kogoś, kogo nie powinni? – zastanawiał się Wei WuXian.

Dokładnie. – Kelner zjadł dwa orzeszki. – Te sekty długo trzymają urazę. Myślę, że klan Chang został obrany za cel przez innych kultywatorów. Czy zabijanie ludzi dla skarbów nie jest powszechne? Tak zostało napisane w książkach, opowieści i legendy też tak mówią. Choć nie jestem pewny, kto to zrobił, to podobno ma to jakiś związek ze znanym łotrem.

Wei WuXian uśmiechnął się, unosząc czarkę do ust i zerkając na niego z ukosa.

Niech zgadnę. Za chwilę powiesz, że nie wiesz, o którego łotra chodzi?

Zgadnij jeszcze raz. Tego akurat znam! Mówiono na niego Patetyczny… Nie Patriarcha! Patriarcha YiLing!

Wei WuXian się zakrztusił.

Co?

Znowu ja?!

Tak, dokładnie! – potwierdził kelner. – Nazywał się Wei, chyba Wei WuQian1. Ludzie są tacy przerażeni i pełni nienawiści, kiedy o nim wspominają.

Wei WuXian przemyślał sobie tę sprawę i ustalił dwie rzeczy. Po pierwsze, nigdy nie był w Yueyang i po drugie – nikogo nie zabił poprzez lingchi. Czuł, że to trochę absurdalne i zerknął na Lana WangJi, jakby oczekiwał wyjaśnień. Ten najwyraźniej od dłuższego czasu czekał na to spojrzenie, bo natychmiast powiedział:

Wychodzimy.

Wei WuXian natychmiast zrozumiał. Lan WangJi chciał mu coś powiedzieć, ale nie mógł zrobić tego tutaj przy wszystkich.

No to chodźmy. Ile… Racja, już zostało zapłacone. Na razie zostawię tutaj ten alkohol. Dopiję, jak skończymy. – Po chwili żartem dodał: – Przypilnuj, żeby nadal tu był, kiedy wrócę.

Skończywszy już ponad połowę miseczki orzeszków, kelner odpowiedział:

Oczywiście! Nasza gospoda jest uczciwa dla wszystkich, starych i młodych. Proszę to tu zostawić i się nie martwić. Poczekamy, aż wrócicie i dopiero zamkniemy. Ej, młodzi panowie, idziecie teraz do rezydencji Changów? Łaa, ale fajnie. Jestem z tej okolicy i nigdy tam nie byłem! Śmiałem tylko zerknąć z daleka. Wejdziecie do środka? Co tam zrobicie?

Też tylko się przyjrzymy z daleka – odpowiedział Wei WuXian.

Młody kelner był bardzo gadatliwy i szybko zaprzyjaźniał się z nieznajomymi. Choć nie rozmawiali zbyt długo, to już traktował Wei WuXiana jak przyjaciela. Podszedł i objął go ramieniem.

Czy wasza praca jest ciężka? Dużo zarabiacie? Pewnie tonę, co? To naprawdę szanowna praca. Chciałbym tylko zapytać… Czy ciężko jest zacząć? Bo… – paplał jak najęty, ale nagle zamilkł, spoglądając w bok. Wyszeptał: – Paniczu, dlaczego ten obok ciebie się tak… na mnie gapi?

Wei WuXian spojrzał we wskazanym kierunku, ale Lan WangJi właśnie się odwrócił i wyszedł na zewnątrz.

Och, on. Mój przyjaciel został surowo wychowany. Nienawidzi, kiedy ludzie przy nim się tak frywolnie zachowują i się dotykają. To dziwne, prawda?

Kelner niezręcznie zabrał ramię i stłumionym głosem powiedział:

Rzeczywiście dziwne. Łypał na mnie, jakbym obejmował jego żonę…

Lan WangJi miał dobry słuch, więc to niemożliwe, by tego nie usłyszał. Wyobrażając sobie, jak może się teraz czuć, Wei WuXian z całych sił starał się nie śmiać zbyt mocno, by nie bolał go brzuch.

Skończyłem cały słój – powiedział szybko kelnerowi.

Słucham?

Wei WuXian wskazał na samego siebie.

Stoję.

Nareszcie przypomniał sobie, że wcześniej powiedział “jeśli będzie pan w stanie ustać po tym na nogach, to przyjmę pańskie nazwisko!”, więc szybko wypalił:

Och… Oooch! Uch… Łał! Nie żartuję, pierwszy raz widzę, by ktoś nadal mógł stać i mówić po wypiciu całego słoju! Paniczu, jak się nazywasz?

Nazywam się… – Nagle przypomniał sobie tego “Wei WuQiana”, o którym wspomniał kelner i kąciki jego ust zadrżały. Gładko dokończył: – Lan.

Kelner był najwyraźniej bardzo gruboskórny, bo bez zmiany wyrazu twarzy oznajmił:

Tak. Od dzisiaj nazywam się Lan!

Wyglądało, jakby Lan WangJi potknął się lekko, przechodząc pod jasnoczerwonym szyldem gospody. Uśmiechając się zawadiacko, Wei WuXian złożył ramiona na plecach, podszedł do niego i poklepał go po ramieniu.

HanGuang-Jun, w podzięce za uregulowanie rachunku kazałem mu przyjąć twoje nazwisko.

Po opuszczeniu miasta poszli w stronę wskazaną przez kelnera. Stopniowo zmniejszyła się ilość spotkanych na drodze ludzi, ale za to rosło coraz więcej drzew.

Dlaczego nie pozwoliłeś mi go dalej wypytywać? – zapytał Wei WuXian.

Nagle sobie przypomniałem, że słyszałem, co zdarzyło się w Yueyang. Nie było potrzeby dalej pytać.

Pozwól mi o coś zapytać, zanim mi o tym opowiesz. Potwierdź, uch, że nie wybiłem całego klanu Chang. Prawda?

Jego dusza była w miarę stabilna przed śmiercią, więc to niemożliwe, by wybił tyle osób i niczego nie pamiętał!

Nie.

Och.

Było tak, jakby powrócił do tamtych dni, kiedy uważano go za coś gorszego od szczura i wszyscy go nienawidzili. Odegrał we wszystkim rolę, więc obwiniano go za każde zło. Jeśli wnuk sąsiada źle jadł i schudł trzy kilo, to na pewno dlatego, że dzieciak przestraszył się opowieści o Patriarsze YiLing rozkazującemu Upiornemu Generałowi, by mordował ludzi.

Jednak Lan WangJi dodał coś jeszcze:

To nie ty ich zabiłeś, ale miało to z tobą związek.

Jaki?

Po pierwsze, ludzie, którzy mieli z tym coś wspólnego, dzielili przeszłość z twoją matką.

Wei WuXian się zatrzymał. Nie wiedział, co obecnie czuje, ani jaką ma minę.

Moją matką? – zapytał po chwili ciszy.

Wei WuXian był synem Wei ChangZe, służącego z sekty YunmengJiang, i ZangSe SanRen, samowolnej kultywatorki. Jiang FengMian i jego żona, Yu ZiYuan, dobrze znali jego rodziców. Pomimo tego Jiang FengMian nigdy nie wspominał przy nim swojego przyjaciela, a Yu ZiYuan nigdy w ogóle z nim nie rozmawiała. Miał szczęście, że go nie wychłostała, a potem nie kazała mu klęczeć w sali przodków, żeby nie zbliżał się do Jiang Chenga. Wszystko, co wiedział o rodzicach, powiedzieli mu inni ludzie, ale naprawdę nie było to wiele.

Słyszałeś o Xiao XingChenie? – Lan WangJi też się zatrzymał i odwrócił, by na niego spojrzeć.

Nie – odpowiedział Wei WuXian po przegrzebaniu wspomnień.

To poprawna odpowiedź. Był znany dwanaście lat temu, kiedy opuścił górę. Teraz nikt o nim nie mówi.

Dwanaście lat temu dopiero minął rok od oblężenia Kopców Pogrzebowych w YiLing, więc nic dziwnego, że go to ominęło.

Jakiej góry? Kto go uczył?

Nie wiem, o którą górę chodziło. Był nauczany przez kultywatora. Xiao XingChen to pupil BaoShan SanRen.

Wei WuXian zrozumiał, dlaczego Lan WangJi powiedział, że ta osoba dzieliła przeszłość z jego matką.

Czyli Xiao XingChen jest moim kultywacyjnym wujem.

ZangSe SanRen także była uczniem BaoShan SanRen.

BaoShan SanRen to kultywatorka, która żyła w separacji od reszty świata i podobno pochodziła z tego samego pokolenia, co Wen Mao i Lan An. Większość bohaterów z tamtych czasów już dawno obróciło się w proch, ale BaoShan SanRen nie poległa. Jeśli to prawda, to musiała mieć setki lat i bardzo wysoki poziom kultywacji. W tamtych czasach prym wiódł Wen Mao, który zapoczątkował kultywację skupiającą się na rozwoju klanów zamiast sekt, więc różne siły połączone więzami krwi pojawiały się jak grzyby po deszczu. Każdy znany kultywator postanowił założyć sektę. Ale ona zdecydowała się pozostać w samotności, żyjąc na zboczu góry pod kultywacyjnym imieniem BaoShan SanRen. Jednak nikt nie wiedział, która góra dała jej schronienie. Skoro o tym mowa, to można to było nazwać odejściem do samotni tylko dlatego, że nikt o tym nie wiedział.

Zamieszkała w nieznanej niebiańskiej górze i często brała za uczniów porzucone dzieci. Jednak wszyscy musieli złożyć przysięgę, że poświęcą całe swoje życia kultywacji, nigdy nie opuszczą góry i nie wejdą między ludzi. W innym wypadku bez względu na powód nigdy nie będą mogli wrócić. Będą musieli sami przeżyć w świecie śmiertelników i całkiem zerwać więź ze swoim nauczycielem.

Wszyscy mówili o BaoShan SanRen z szacunkiem za to, że przewidziała konieczność ustalenia takiej zasady. To dlatego, że przez setki lat tylko troje uczniów opuściło górę – YanLing DaoRen, ZangSe SanRen i Xiao XingChen. Żadne z nich nie doświadczyło spokojnej śmierci.

Wei WuXian od dziecka znał losy pierwszego i drugiego ucznia, więc niepotrzebne były dalsze wytłumaczenia. Dlatego Lan WangJi opowiedział mu tylko historię ostatniego pupila.

Xiao XingChen miał tylko siedemnaście lat, kiedy odszedł od swojej mistrzyni. Lan WangJi nigdy nie spotkał go osobiście, ale słyszał o jego talencie od innych.

Wtedy dopiero co zakończyło się oblężenie Kopców Pogrzebowych i minęło zaledwie kilka lat od Kampanii Zestrzelenia Słońca. Wszystkie prominentne sekty przyjmowały w swoje szeregi wykwalifikowanych kultywatorów. Xiao XingChen opuścił swój dotychczasowy dom w nadziei na uratowanie świata. Ze swoim niezwykłym talentem i naukami przyjętymi od wspaniałego mistrza podczas pierwszych nocnych łowów w jednej ręce trzymał ubijaczkę z końskiego włosia, a w drugiej długi miecz i samotnie pokonał potwora, zajmując pierwsze miejsce i stając się sławnym w ciągu jednej nocy.

Sekty zobaczyły mądrego i uzdolnionego młodego kultywatora, więc wszyscy zaprosili go, by do nich dołączył. Jednak Xiao XingChen odrzucił ich propozycje. Powiedział, że nie chce polegać na żadnych sektach, ale planował z bliskim przyjacielem założyć swoją – taką, która nie przykładała wagi do więzów krwi.

Miał potulną osobowość, ale silne serce, delikatne z zewnątrz, zdeterminowane w środku. Kiedy tylko ktoś miał jakiś problem, to od razu biegł do niego po pomoc. Był bardzo moralny, więc nigdy nie odmawiał, przez co ludzie często go wychwalali.

To wtedy ktoś zniszczył klan Chang.


1 Wei WuXian – bez zawiści; Wei WuQian – bez pieniędzy.

Tłumaczenie: Ashi

Jedna myśl na temat “Mo Dao Zu Shi

Dodaj komentarz

https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/wut.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/owo.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/no.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/omo.png 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/02.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/04.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/09.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/15.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/21.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/25.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/28.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/23.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/06.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/07.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/19.gif 
https://dra-caena.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/11.gif 
 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.